Pozwolić odejść

Tak w ramach uczenia się do matury zaczęłam przeglądać dogomanię. Trafiło mi się na wątek psa z PWP. Pies nie widzi na jedne oko, ma porażone pół czaszki włącznie z żuchwą. Bardzo możliwe dalsze postępowanie porażenia do przełyku, a wtedy pies już nie będzie mógł jeść. Jest chodzącym szkieletem, pies wielkości ONka ważący 9kg(!!). Ma raka z przerzutami na całym ciele, zaatakowane najważniejsze narządy. Proszę, pokażcie mi sens ratowania takiego psa. Prawdopodobieństwo, że wyzdrowieje jest dosłownie zerowe. "Dobre Ciotki" wydają fortunę na leczenie, które bardzo prawdopodobnie i tak nie odniesie żadnego skutku, a wydane pieniądze bardzo przydałyby się innym, lżej chorym psom których możliwości wyzdrowienia są bardzo duże. Pies się męczy, wszystko go boli. Nie może sam normalnie chodzić z racji skrajnego wychudzenia. Gdzie tu logika, gdzie dbanie o dobro zwierząt...? sami pozwalamy na to, by zwierzęta dalej cierpiały, dając im złudną ulgę, która tylko przedłuża cierpienie.
Proszę, pozwólcie tym psom odejść. Ulżyjcie im w cierpieniach. Może to trochę przeczy waszej moralności i chęci pomocy, ale tak jest na prawdę lepiej.

5 Response to "Pozwolić odejść"

  1. evel Says:

    Ja jestem dość nielubiana w niektórych kręgach dogo właśnie z powodu moich przekonań m.in. w takich kwestiach. Jak dla mnie nie ma sensu na siłę ratować cierpiącego psa, jeżeli rokowania są marne, albo praktycznie żadne. Nie ma też sensu moim zdaniem ratowanie psów bardzo schorowanych w podeszłym wieku. Nie ma też sensu odkarmianie ślepych miotów, bo słit szczeniaczki. Wiem, że może to dość radykalne poglądy, ale od kilku lat, odkąd działam w sprawie bezdomniaków nie tylko na odległość, ale też fizycznie, realnie, moje poglądy dość ewoluowały w tych kwestiach.

    Absolutnie mnie rozwala za to pchanie grubych tysięcy w psa, który koniec końców i tak odchodzi. Pięknym przykładem jest "ratowanie" maleńkiej suni zdjętej z łańcucha, z jakimiś koszmarnymi urazami głowy, czaszki, mózgu - pies za TM oczywiście. Ile kasy poszło? Straszna ilość. Kasy, za którą można by uratować z pięć psów w potrzebie, ale mniej "widowiskowo".

    Inny przypadek - brak zgody na sterylizację aborcyjną suki w typie collie. Bo szczeniaczki, bo rasowa mama (sic!), bo czują, bo są malutkie w brzuszku i kochają mamusię! Ciąża została przenoszona, maluchy poszły koniec końców do piachu, suka ledwo z tego wyszła. Ślepa miłość czy fanatyczny idiotyzm?

    Następny przykład - fundacja pomagająca bokserom i miot suki, która ledwo boksera przypomina. Nie uśpią, bo to rasowe szczeniaczki. Ile się urodziło? 11. "Zabrały" 11 domów, które być może przygarnęłyby już jakiegoś podrośniętego psiaka, który gnije w jakimś schronie. Szok, szok, szok, a takie przykłady niestety można mnożyć...

  2. gramy Says:

    A najgorsze jest to, że do tych ludzi nie da się czegoś takiego napisać, nie da się przemówić do rozumu. Zaraz napadnie na ciebie dziesięć tysięcy "ciotek" które to będą ci wmawiać jaka to jesteś zła, nieczuła, jak strasznie źle traktujesz biedne zwierzątka i ich nie kochasz, bo nie pozwalasz im upaść się do granic wytrzymałości i nie pozwalasz na wszystko. Debilizm ludzki zawsze mnie powalał, ale to już graniczy z absurdem.

  3. Zosia,Illy,Tunia Says:

    Powiem tylko jedno-zgadzam sie w 100%, bo najwazniejsza nie jest dlugosc zycia psa a JAKOSC. zaznaczam sobie Twojego bloga :D

  4. Mion Says:

    Jak miło, że są jeszcze ludzie logicznie myślący. Też przerażają i smucą mnie tacy ludzie, którzy zamiast psa uratować - od cierpień, bezsensownego życia; sprawiają, że cierpi jeszcze bardziej i dłużej.
    Często są to też psy strasznie bojące się człowieka, bo po przejściach - więc nie dość, że ból, cierpienie fizyczne to i cholerny strach przed tym, co się dzieje wokół, przed ludźmi go otaczającymi, którzy przecież "chcą mu pomóc"! Zresztą dla każdego psa są to straszne nerwy i strach; wszystkie zabiegi itd. I ludzie tak rozpaczliwie ratują również swoje zwierzęta, ze zwykłego egoizmu, bo nie potrafią sobie wyobrazić bez nich życia. ONI. Pies zostaje, podświadomie zazwyczaj, ale zepchnięty na drugi plan..

    Nie potrafię pojąć tego myślenia kompletnie, ale cóż... według tych ludzi też jestem pewnie potworem, który wcale zwierzątek nie kocha.

  5. Bayoo Says:

    Cieszę się, że znalazłam tego bloga, bo nareszcie jest ktoś, kto myśli podobnie do mnie.
    Nigdy nie rozumiałam tego ratowania na siłę przypadków beznadziejnych, któe i tak albo pójdą za TM (co jest jasne od samego początku, bo często nadzieja na uratowanie jest bardzo niewielka) albo będą musiały przez całe życie borykać się z bólem i cierpieniem. Nie ma sensu w takim postępowaniu, ale mam wrażenie, że ludzie, którzy to robią są w jakiś sposób chorzy.
    Inaczej bowiem nie potrafię sobie wyjaśnić takiego postępowania. Przy tylu psach potrzebujących pomocy wkładać kasę w takiego, którego uratować się nie da.

Prześlij komentarz